goforadventure relacja z paralotniwego wyjazdu do Nepalu - Pokhara, seminarium paralotniowe

Wyjazd paralotniowy Nepal 2010 - Pokhara - Dzień I

26.12.2010
Wyjazdy paralotniowe - RELACJE - GO4ADVENTURE Sport&Travel Agency >>

Wyruszamy na startowisko. Nareszcie czeka nas latanie na paralotniach w Nepalu. Jest nas trójka. Nepalskie taksówki są gabarytowo wręcz stworzone do przewożenia właśnie trzech glajciarzy wraz z pakunkami, co dla nas jest niezwykle wygodne. Dwa z naszych plecaków lądują na dachu zabezpieczone misternie przewiązanym na supeł sznurkiem. Ufając kierowcy wsiadamy z nadzieją, że nie zgubimy ich na najbliższych kilometrach. Po drodze jednak nie jesteśmy już tego tacy pewni. Aby dostać się na startowisko, górę Sarangkot, opuszczamy turystyczną dzielnicę Pokhary, w której dotychczas przebywaliśmy i znów widzimy…. zupełnie inny Nepal. Klimat nepalskich dróg powraca, z każdej strony mijają nas trąbiące, kolorowe i obwieszone czymkolwiek ciężarówki. Kończą się restauracje, niezliczone sklepy sportowe, coraz rzadziej widać angielskie napisy, a ludzie znów żyją swoim własnym życiem tuż przy samej drodze nie zwracając uwagi na przemykających turystów.
Po około 20 minutach docieramy na górę. Pogoda choć nie jest wymarzona umożliwia latanie. Na zboczu Sarangkotu znajduje się sześć startowisk, należących do szkół paralotniowych zlokalizowanych w Pokharze. Wszystkie wystawione są na południowy wschód i położone na podobnej wysokości ok. 1450m n.p.m. Ze startem nie ma najmniejszych problemów. Startowiska są dość rozległe, wyrównane i utrzymane w niezłym stanie. Zamiast rękawów wskazujących kierunek wiatru doskonale sprawdzają się nepalskie flagi modlitewne z buddyjskimi mantrami i modlitwami, z języka tybetańskiego zwane „lungta” co oznacza dosłownie „powietrzny koń”. Koń w kulturach buddyjskich był symbolem nieskrępowanego przemieszczania się, wolności i podróży. Wierni wierzą, że zapisane na flagach modlitwy, są przenoszone przez wiatr w czterech kierunkach świata oraz prosto do nieba.
Chmury wiszą tuż nad startowiskiem przykrywając górną część Sarangkotu oraz tamtejszą wioskę z której rozpościera się niesamowity widok na całą Pokharę, jezioro Phewa oraz himalajskie szczyty widoczne w kierunku północnym. Przygotowanie do startu i już po chwili oglądamy to wszystko z powietrznej perspektywy. Himalaje niestety dzisiaj kryją się w chmurach, ale jezioro Phewa i rozciągające się przez wszystkie widoczne zbocza terasy ryżowe robią niesamowite wrażenie. Chaty i nepalskie wioski widziane z góry tworzą zupełnie odmienny krajobraz od jakiegokolwiek znanego nam dotychczas z latania na paralotniach. Po raz kolejny jesteśmy oczarowani tym co widzimy.
Dzisiejszy warun niestety nie zezwala na jakiekolwiek dalsze przeloty. Podstawa chmur znajduje się tuż nad startem na wysokości ok. 1500m n.p.m.. Noszenia są słabe jednak stabilne, dość częste i regularne. Wydaje się, że w okolicy Sarangkotu będzie można dziś latać do samego wieczoru, jednak jak tylko próbujemy opuścić ten rejon noszenia od razu słabną. Dzisiaj w powietrzu zwiedzamy więc jedynie najbliższe okolice zbocza z którego startowaliśmy.
Zmęczeni kilkugodzinnym lotem i wrażeniami lądujemy na lądowisku nad samym jeziorem, gdzie ze zniecierpliwieniem wyczekują nas ekipa nepalskich dzieci. Ledwo zdążyliśmy przyłożyć nogi do ziemi, a już jesteśmy otoczeni gromadką uśmiechniętych twarzy przekrzykujących się po angielsku, o uzyskanie pozwolenia na poskładanie naszych glajtów. Nie byliśmy przygotowani na coś takiego, więc ogarnia nas straszne zdziwienie. Przeczuleni na punkcie naszych paralotni, w pierwszym odruchu boimy się powierzyć im nasze glajty. Jednak ta gromadka dzieci okazuje się być prawdziwymi majstersztykami w ich składaniu, a paralotnie wychodzące spod ich rąk, bez porównania pobijają nawet nóweczki wypuszczone prosto z fabryki. Żebro do żebra, z odpiętą uprzężą lub nie, wszystko równiutko ląduje w worku za bagatelną opłata 40 rupii czyli około 4 centów, która jednak dla tych dzieci znaczy tak wiele. Klimat latania w Napealu, począwszy od wyjścia z lodge’a aż do samego końca – składania glajta przez tutejszych dzieciaków, jest niezapomniany!

POWRÓT